|
Chiny fascynują. Podobnie jak Egipt faraonów. Poczucie oddalenia powoduje fascynację, mieszającą się z niezrozumieniem.
Czy Chińczycy myślą tak jak my? Czy w Chinach możliwa jest demokracja w jej liberalnym rozumieniu?
Guy Sorman, na którego książkach wychowało się wielu opozycjonistów w Europie Środkowej, w swojej kolejnej książce mierzy się z tematem wielkim i trudnym - z naszym rozumieniem Chin. I stara się skonfrontować nasze opinie z rzeczywistością.
Dodaj do koszyka: Lideria
Możesz też kupić bezpośrednio w wydawnictwie: "Prószyński i S-ka"
Zadziwiająca jest łatwość elit do brania w nawias liberalizmu (nie mylmy demokracji z liberalizmem - demokracja to zniewolenie większości przez mniejszość, a liberalizm to uwzględnianie głosu mniejszości...). Mówią: Rosjanie przywykli do cara, a Chińczycy to tania siła robocza.
Ciekawe, co powiedziałby na to Gustaw Herling-Grudziński. Aspekt moralny w polityce też powinien być uwzględniany, mimo istnienia wielu hipokrytów nie można przekreślać moralności. Dlaczego zakładamy, że "Chińczycy to Klingoni"? Sorman przekonuje, że oni są podobni do nas - do ludzi, którzy chcą mieć prawo do własnego, osobistego szczęścia. Autor na marginesie książki pokazuje także wciąż zadziwiające uwikłanie intelektualistów, którzy odmieniając na wszystkie przypadki słowo "wolność" przyklaskują jednocześnie łamaniu tej wolności w Chinach czy innych imperiach. To uwiedzenie siłą i historyczną koniecznością? Trudno powiedzieć, ale łatwo moralizować, kiedy pobiera się za to pensję - gorzej zachować pion moralny pochylając się do zbioru ryżu.
Popatrzmy na Chiny tak, jak patrzylibyśmy na każde inne państwo - proponuje Sorman. I jest to propozycja rewolucyjna - bo idzie na przekór dotychczasowym głaskaniu po głowie. Nie zakłada niczego z góry - po prostu normuje naszą pozycję wyjścia. Nie traktujemy Chińczyków jak egzotycznych misiów panda, które po prostu są... niepowtarzalne. Chińczycy, Hindusi, Polacy, Holendrzy - patrzmy na nich w ten sam sposób, pisze Sorman.
I co widzimy? Niejednoznaczność. Potęgę na glinianych nogach, jak mawiano o carskiej Rosji. Widzimy przegrywający z Hongkongiem Szanghaj - puste, wspaniałe autostrady wybudowane dla partyjnych aparatczyków - wspaniałe, puste lotniska. Jeżeli wierzyć Sormanowi, Chiny przypominaja wydmuszkę!
Bardzo interesujący jest rozdział zestawiający Indie z Chinami. Przy europejskiej fascynacji Chinami nie zapominajmy o realiach, według różnych szacunków za kilkanaście lat to Indie, nie Chiny, mogą być pierwsze w Azji - zarówno pod względem liczby ludności, jak też wzrostu gospodarczego. Indie, demokratyzujące się dość silnie, w porównaniu z modelem chińskim - wypadają na plus. Pamiętajmy o tym, że Guy Sorman ma jednoznaczne poglądy. Niewątpliwie jednak warto zastanowić się nad jego książkę - szczególnie lekturę polecam ludziom zainteresowanym przyszłością - wiele miejsc w "Roku Koguta" brzmi profetycznie...
Na Azję trzeba patrzeć bardzo uważnie, dziś sytuacja na tym kontynencie zaczyna niestety przypominać geopolitykę w Europie przed rokiem 1914. Jaki będzie "rok 1914" w Azji?... Obyśmy nie mieli okazji się przekonać.
Dodaj do koszyka: Lideria
Możesz też kupić bezpośrednio w wydawnictwie: "Prószyński i S-ka"
|