wydawca
ISSN 1896-2548  

Menu główne
Start
Materiały dydaktyczne
Patronat medialny
Recenzje
Tagi

 

 

Tomasz Lis na tropie. Autobiografia twórcy "Faktów" PDF Drukuj Email
Recenzje książek - Dziennikarstwo
Wpisany przez Łukasz Garbal   
czwartek, 25 maja 2006 20:23

wydawca

Wydawnictwo Rosner i Wspólnicy oddało nam fascynującą autobiografię człowieka, który odkłamywał szklany ekran; odkłamywał propagandę; dziennikarza, który nie był sępem, a starał (stara) się dojść do – FAKTÓW.

Czegoś twardego, pewnego, prawdziwego – nie będącego kolejną interpretacją czy politycznym oświadczeniem.

Takiego dziennikarstwa nam trzeba. Tomasza Lisa, Moniki Olejnik, Tomasza Sekielskiego, Tomasza Sianeckiego – Waltera Cronkite’a. Nie rzeczników rządu czy opozycji.

Dziennikarzy. Partyzantów prawdy. “Media spełniające w stu procentach swą funkcję kontrolną i nie pozwalające na to, by jakieś informacje i hasła kandydatów puszczać w eter bez weryfikacji [...]” (s. 146)) – opisywał amerykańską kampanię wyborczą Tomasz Lis.

Kiedy my do tego dorośniemy?

Marzy mi się taka Polska. Polska, której głosem – i ostrzem – powinni być dziennikarze pokroju Tomasza Lisa.


Możesz kupić tę książkę w księgarni internetowej: Lideria

Możesz kupić też bezpośrednio w wydawnictwie: Rosner i Wspólnicy

 
         Tomasz Lis, “Fakty”. Pamiętamy ten głos. Skojarzenie pozostaje aż do dzisiaj – tak, że nawet politycy (z zasady posiadający pamięć słonia co do biografii, przy pamięci ameby co do faktów…) mylą się bardzo często. Po prostu twórca programu jest z nim związany. Na zawsze. Twórca-legenda – która nie przybiera pomnikowych manier. Legenda – ciągle działająca.

Jakie są fakty o Lisie?...

 
        Fascynujące. Można nadużywać tego słowa, pisząc o tej książce. Zwarta, solidna, porywająca jak polityczny thriller. A jednocześnie rzeczowa, bez zbędnych odnośników i wzniosłych konstatacji. Bez warstw i aluzji – co na sercu, to na języku. Tomasz Lis nie rozlicza się z nikim. Nie wyciąga żadnej teczki, by uderzyć kogoś po głowie; nie pisze o niczyim dziadku – jeśli ma jakieś uwagi, to nie pozwala nam podejrzewać, że je ma – tylko już w następnym zdaniu wprost je wypowiada.

Przeciwieństwo mdłego stylu wystąpień polityków, bizantyjskich zwyczajów niedopowiedzeń, podejrzeń, zawiści, małości. A sylwetkę Tomasza Lisa widać bardzo wyraziście – to kontur ostro stawiający granice: tu i tu. Nigdy nie występował w “Wiadomościach” (które są dla niego synonimem uwikłania się w niebezpieczne związku podległości politykom, przeciw czemu walczy) – nie stawia się jednak w pozycji świętoszka, który był jedynym sprawiedliwym w TVP: przeciwnie – uważa, że miał szczęście, że nie wystąpił, choć mogło się zdarzyć, że - musiałby.

Początki swojej pracy w TVN opisuje jako opozycję do TVP. „Mieliśmy wtedy, nie ukrywam, poczucie wyższości wobec ludzi z Wiadomości. [Wynikało to z poczucia, że] dajemy widzom obiektywne informacje, których Wiadomości nie dają […] że służymy prawdzie, którą Wiadomości zakłamują.” (s. 216)

Po incydencie w Charkowie „ci spośród tych ponad trzech milionów widzów, którzy oglądali w Faktach materiał z Charkowa i którzy nie widzieli potem ani sekundy w Wiadomościach […] wiedzieli, że można […] nam ufać.” (s. 213).

Tomasz Lis rozpoczyna swoją książkę od opisu wymówienia, które otrzymał w TVN– po słynnym “prezydenckim” sondażu. Dramatyczny opis w stylu książki Toma Clancy’ego (ciekawe, czy świadomy).

 

Dalej - z pozycji dziennikarza ocenia polityków.

Bo polityka, tak, jak całe ludzkie życie, polega na ponoszeniu konsekwencji – Lis opisuje sytuację, w której nie pokazywano rozmów Wałęsy z Clintonem w USA, aby „nie nadawać mu zbyt wielkiej rangi. To była cena za brak reakcji na słowa pewnego prałata z Gdańska [księdza Jankowskiego](s. 141).

Nie upatrujmy w tym spisków, zdaje się mówić Tomasz Lis. To normalne działanie ludzi, którzy nie chcą roznoszenia brzydkich zapachów…

 

Tomasz Lis opisuje zwyczajne dziennikarskie życie – czyli stres przerywany momentami galopu adrenaliny: np. kłopoty techniczne w wejściach na żywo (jak będziesz mówić do widzów, nie słysząc studia? Licz do pięciu…) Nie szczędzi nam powiedzonek: „Redaktor zachowywał się jednak tak, jak organizator turnieju piłkarskiego mówiący, że ma zagwarantowany udział Izolatora Boguchwała, więc ma też nadzieję na przyjazd Realu Madryt.” (s. 134-135). A, co najważniejsze, przedstawia swoją wizję dziennikarstwa. Samodzielnego. Nie sterowanego z centrali.


„Polecenia z centrali” były dla Tomasza Lisa irytujące z wielu powodów, ale chyba najważniejsze z nich to brak rozeznania w realiach i polonocentryzm (w złym tego słowa znaczeniu): „Za każdym razem, kiedy dostawałem zlecenie wsłuchiwania się w nieistniejące echa [spraw polskich w Waszyngtonie], zastanawiałem się, skąd bierze się […] ta narkotyczna potrzeba usłyszenia, co o nas mówią. […] Ano potrzeba bierze się z błędnego przekonania, że o nas mówią.” (s. 133). Amerykanów interesuje tylko Ameryka, mówi nam Tomasz Lis.

 „Waszyngton nie jest najpiękniejszym miastem świata. […] Ale jest najbardziej medialnym miastem świata.” (s. 122). „Dla wydrukowania […] niedzielnego wydania „New York Timesa” ścina się siedemdziesiąt tysięcy drzew.” (s. 125). Koszmar ekologów, raj dla tych, którzy żywią się informacją… „Trzeba być w pełnej gotowości rano, wieczór, we dnie, w nocy […] umieć wytłumaczyć rodzinie, że pracuje się także w soboty, niedziele i święta […] przecierpieć urlop i przenikający serce strach, że coś najważniejszego zdarzy się akurat wtedy, kiedy nas nie ma na miejscu” (s. 125).

Widać, że Tomasz Lis pokochał Amerykę. Nie bezkrytycznie - ale część tej Ameryki obywatelskiej chciałby przenieść do Polski...

 

Tak pisał o roli Lecha Wałęsy w USA: “[...] polscy politycy przyjeżdżający do Waszyngtonu byli tu petentami. On jeden nie. Nigdy. Ani nie potrafiliśmy tego w Polsce zrozumieć, ani nie umieliśmy tego wykorzystać. Trochę w tym winy Lecha Wałęsy, ale tylko trochę.” (s. 142).

Podobnie – co bardzo cenne – Tomasz Lis pokazuje nam horyzont zainteresowania Waszyngtonu; opisując oczekiwania Europejczyków pokazuje brak zainteresowania Amerykanów.

Ameryka jest amerykocentryczna. Po prostu.

 

“Ci ludzie mieli prawo krytykować swoich przedstawicieli, bo aktywnie brali udział w ich wyborze” (s. 149) napisał Lis o Amerykanach. Zwykłych obywatelach. A może – niezwykłych. Patrząc na dzisiejszą Polskę...

 

*  *  *

Wydawnictwo Rosner i Wspólnicy oddało nam fascynującą autobiografię człowieka, który odkłamywał szklany ekran; odkłamywał propagandę; dziennikarza, który nie był sępem, a starał (stara) się dojść do – FAKTÓW.

Czegoś twardego, pewnego, prawdziwego – nie będącego kolejną interpretacją czy politycznym oświadczeniem.

Takiego dziennikarstwa nam trzeba. Tomasza Lisa, Moniki Olejnik, Tomasza Sekielskiego, Tomasza Sianeckiego – Waltera Cronkite’a. Nie rzeczników rządu czy opozycji.

Dziennikarzy. Partyzantów prawdy. “Media spełniające w stu procentach swą funkcję kontrolną i nie pozwalające na to, by jakieś informacje i hasła kandydatów puszczać w eter bez weryfikacji [...]” (s. 146)) – opisywał amerykańską kampanię wyborczą Tomasz Lis.

Kiedy my do tego dorośniemy?

wydawcaMarzy mi się taka Polska. Polska, której głosem – i ostrzem – powinni być dziennikarze pokroju Tomasza Lisa.

To niezwykle przekonująca książka. Trochę trudno mi ją było krytycznie czytać – lubię Tomasza Lisa (choć może powinienem powiedzieć: lubię jego wizję dziennikarstwa, i doskonale rozumiem jego oddychanie wiadomościami – podobnie muszę mieć włączone radio informacyjne przez większość dnia). Żałuję, że nie jest równie dostępny w telewizji, jak dawniej – choć może to się zmieni?

 

--

Tomasz Lis, Nie tylko Fakty, Rosner i Wspólnicy: Warszawa 2004.


Możesz kupić tę książkę w księgarni internetowej: Lideria

Możesz kupić też bezpośrednio w wydawnictwie: Rosner i Wspólnicy
Poprawiony: piątek, 26 maja 2006 13:23
 
Nowości
Najczęściej czytane


(C) 2006-2007 wydawca.org
All rights reserved.
Teksty publikowane w serwisie wydawca.org naleza do autorow - ich przedruk jest mozliwy,
ale wylacznie z podaniem zrodla w formie "Pierwodruk: www.wydawca.org".

Wiecej o prawach autorskich.

Hosting by OVH