|
Znowu wybory. Wybory – słowo coraz bardziej puste. Podobnie jak miejsca przy urnach. Nie grobowych, a wyborczych. Tracimy wiarę w sens tego, co robimy. Wybierając ludzi, którzy plują nam w twarz, mówiąc, że to ożywczy deszcz...
Co my z tą Polską robimy? Zostawiamy ją sępom na żer. Weźmy ją z ich rąk… Jeżeli nie zabito w nas rodzącego się od kilku lat społeczeństwa OBYWATELSKIEGO, zróbmy porządek. Niech przynajmniej w samorządzie nie królują partie (nieważne, jakie – to mają być NASI ludzie, NASI przedstawiciele, a nie władcy…).
Dodaj do koszyka: Lideria.pl
Możesz kupić bezpośrednio w wydawnictwie: "Świat Książki"
Znowu wybory. Wybory – słowo coraz bardziej puste. Podobnie jak miejsca przy urnach. Nie grobowych, a wyborczych. Tracimy wiarę w sens tego, co robimy (na marginesie – sami jesteśmy sobie winni. Nie mamy przecież Reprezentantów w rządzie – tam są tylko przez Reprezentanci Tej Części Narodu, Która Raczyła Głosować! – ktoś, kto nie głosuje, nie powinien narzekać). Wybierając ludzi, którzy plują nam w twarz, mówiąc, że to ożywczy deszcz.
Zakłamanie języka. Mówienie, że czarne jest białe, wszystko jest winą kogoś poza nami (cyklistów, układu, liberałów, kosmitów – nieistotne, to i tak mitomania obłąkania) – dla nas, polonistów, to bardzo wyraźny zgrzyt teorii, usiłującej zakląć rzeczywistość w swoje myślenie magiczne, tracące kontakt z rzeczywistością.
Najlepszym wyborcą dla niektórych jest oglądacz audiotele i miłośnik tzw. Promocji – człowiek pozbawiony zmysłu krytycznego, nie potrafiący czytać rzeczy pisanych małym druczkiem, nie potrafiący myśleć.
Boli, kiedy oszukują cię w imię prawdy i sprawiedliwości. Komuniści byli przynajmniej źli – a teraz dostajemy nauczkę od molierowskiego „Świętoszka”. Dostaje w skórę cały kraj, który traci swoją szansę. Czas ucieka między palcami, a my traktujemy Polskę jak Sienkiewiczowskie "postaw sukna".
– Takie myśli przychodzą do mnie po lekturze najnowszej książki Tomasza Lisa, Polska, głupcze! opublikowanej niedawno przez wydawnictwo „Świat Książki”.
Oczywiście, powiedzą zwolennicy Prawych i Sprawiedliwych (to zakłamywanie języka! Pamiętacie, kto nazywał swój organ prasowy słowem „Prawda”?...) – Tomasz Lis, Tomasz Lis jest w sieci (pajęczynie, układzie, kółku cyklistów – nieważne, jest zły, bo, wiadomo – wiadomo? – niczego nie wiadomo, ale insynuacje rządzą silniej niż liberalna demokracja).
Nie zgodzę się. Lis nie oszczędza Tuska i Rokity. Nie bierze strony w tym dyskursie politycznym, który przypomina walkę przekupek na targu rybnym (fu…). Przypomina tylko fakt, że jest dziennikarzem. Człowiekiem, który nie powinien być po żadnej ze stron: tylko ujawniać to, co wszyscy powinni wiedzieć.
Dziennikarz niepartyjny? Tak, może istnieć. Taki, który zawsze stara się wyciągać aktualnej władzy to, co ta aktualna władza chce ukryć. Nic zatem dziwnego, że najmniej powodów do radości z książki Tomasza Lisa ma PIS. Choć z poprzednich książek nie mógł się cieszyć SLD, a w przyszłości – oby! – nie będą się cieszyć inne partie.
Żałuję, że prezydentem Polski nie jest właśnie ten dziennikarz. Inna rzecz, że powtarza to samo od lat; ale poziom prowadzenia rozmowy, widoczny sposób myślenia, jest o rząd wielkości lepszy od tych, prezentowanych przed kamerami przez Reprezentantów Tej Części Narodu, Która Raczyła Głosować.
Jarosław Kaczyński – człowiek, który nie potrafi słuchać innego głosu niż swój. („Politycy [w Polsce] na ogół nie debatują, tylko wygłaszają swe exposé. […] Nie słyszą tego, co mówią inni.” – s. 47)
Wskutek realizacji pomysłów tego człowieka, uważa Tomasz Lis, „wielki […] kraj w środku Europy nie zdoła skorzystać z największej szansy, jaką dostał od kilkuset lat.” (s. 41, podkr. moje – ŁG). Można iść pod prąd dzisiejszego świata, ale „kilkudziesięciu milionów ludzi nie stać na płacenie ceny za spełnienie czyjejś autorskiej wizji.” (s. 42).
Wizji, która szastając słowami powszechnie uznanymi za godne nie bierze pod uwagę własnego zachowania, mocno z tą wizją skłóconego. Obraz władzy, która rzuca insynuacje, tłumacząc się później, że przecież nie powiedziała nic złego (czy mówiąc „kosmonauci i alfonsi” powiemy coś złego o kosmonautach? Ale osad pozostaje – napisał kiedyś o metodach propagandy komunistycznej Wiktor Suworow). Obraz rządzących, używających komplementów jako wyzwisk (kiedy głowa państwa obraża najwyższą władzę sądowniczą kraju, zgryźliwie kwitując ich mianem „mędrców” zastanawiam się, jaki próg IQ jest graniczny dla kariery rządowej…).
To kiepski obraz. Ale to obraz aktualny.
Zakłamywania rzeczywistości. Oczywiście, po wyborach zawsze jest delikatne chichotanie wybranych – czyżbyście znów nam uwierzyli?... – ale obecna władza szła do wyborów pod hasłami moralnego odrodzenia. A kiedy oszukuje nas ktoś w imię prawdy – to przypomina się scena z Boskiej Komedii i miejsce w piekle przeznaczone dla takich ludzi (przypominam, że dla obłudników było krąg bliski centrum piekieł…).
Tomasz Lis wiele miejsce poświęca zakłamywaniu rzeczywistości przez polskich polityków. Przeznacza na to nie tylko hasła „Ciemny lud to kupi” i „Rżnąć głupa” (pamiętacie to hasło, wymyślone przez Korwina?). Gorzej, niestety – większość haseł jest o tym. To pokazuje stan naszej władzy. Stan nas samych.
Bo książka jest adresowana do nas. Do mnie, do Ciebie. „Polska, głupcze” to nie okrzyk do polityków. Oni już mieli swoją szansę, zmarnowali ją, marnują nam Polskę; Polskę, która nie jest prywatnym folwarkiem – czy prywatna piaskownicą Tych czy Owych. Naszą Polskę marnują.
Polska. Nie PIS. Nie Platforma. Nie SLD. Nawet nie Krasnale czy inne komitety wyborcze. Polska to my.
Co my z tą Polską robimy? Zostawiamy ją sępom na żer. Weźmy ją z ich rąk… Jeżeli nie zabito w nas rodzącego się od kilku lat społeczeństwa OBYWATELSKIEGO, zróbmy porządek. Niech przynajmniej w samorządzie nie królują partie (nieważne, jakie – to mają być NASI ludzie, NASI przedstawiciele, a nie władcy…).
Rafał Ziemkiewicz, do którego mam sporo sympatii (mimo jego dążenia do pisania rzeczy maksymalnie niepoprawnych politycznie, co skutkuje czasem niepoprawnością estetyczną) napisał w „Rzeczpospolitej” mało przychylną recenzję, sugerującą, że Tomasz Lis znajduje się w takim momencie, ze po prostu musiał wydać jakąś książkę.
To dobrze, że Tomasz Lis wydał jakąś książkę. I na takie jakieś książki będę czekał dalej. Zresztą – może nie tylko na książki? Może czas przejść od słów do czynów, jednak, po sondażu dawno już minionym?
Wielu ludzi na to czeka.
Dodaj do koszyka: Lideria.pl Możesz kupić bezpośrednio w wydawnictwie: "Świat Książki" |