Rodzina prezydenta. Ale prezydenta USA. „Żaden Bush nie chciałby, abyście przeczytali tę książkę” głosi zachęta na okładce. Rzeczywiście. Z jej kart wyłania się nie tyle prezydent-Godzilla, którym dla lewicy jest George Bush Junior, co prezydent-troglodyta, potwierdzający najgorsze wyobrażenie o Teksańczyku (nie będącym Chuckiem Norrisem…). Zastanawiać może, na ile ten „czarny PR” jest prawdziwy – tym bardziej, jeśli rodzina Bushów rysuje się nam po lekturze tej książki podobna do rodzin opisanych w „Ojcu chrzestnym”! Autorka w przedmowie wspomina, że nikt jej nie zaskarżył (co faktycznie we współczesnych Stanach Zjednoczonych stanowi ewenement…).
Możesz kupić w księgarni: Lideria
Możesz kupić w wydawnictwie: "Świat Książki"

„Żaden Bush nie chciałby, abyście przeczytali tę książkę” głosi zachęta na okładce. Rzeczywiście. Z jej kart wyłania się nie tyle prezydent-Godzilla, którym dla lewicy jest George Bush Junior, co prezydent-troglodyta, potwierdzający najgorsze wyobrażenie o Teksańczyku (nie będącym Chuckiem Norrisem…). Zastanawiać może, na ile ten „czarny PR” jest prawdziwy – tym bardziej, jeśli rodzina Bushów rysuje się nam po lekturze tej książki podobna do rodzin opisanych w „Ojcu chrzestnym”! Autorka w przedmowie wspomina, że nikt jej nie zaskarżył (co faktycznie we współczesnych Stanach Zjednoczonych stanowi ewenement…). Podejdźmy jednak do lektury ostrożnie, mimo wszystko.
Autorka, Kitty Kelley, ma reputację enfant terrible. Napisała już m. in. biografie Sinatry, żonie prezydenta Reagana – Nancy, żonie Kennedy’ego – Jacqueline. „Moje biografie są nieautoryzowane i jako takie budziły kontrowersje i stawały się przedmiotem ataków […]” (s. 17) – przyznaje autorka, zastrzegając, że ma dowody na potwierdzenie swoich biografii.
Oczywiście, to charakterystyczne dla biografii o osobach publicznych – z jednej strony dążenie autorów do demitologizacji, a z drugiej ochrona własnego wizerunku. Wyjdźmy jednak z założenia, ze osoby publiczne, szczególnie tak ważne, jak prezydent Stanów Zjednoczonych, przyciągają uwagę – a ich kondycja i biografia (w końcu chyba nikt nie zmusza nikogo, aby został prezydentem?) mogą (czy nawet powinny) trafić pod lupę…
Kelley książkę rozpoczyna mottem, nad którym, szczególnie w dzisiejszej Polsce, warto się zamyślić – „Wielkim wrogiem prawdy bardzo często jest nie kłamstwo – zamierzone, wymyślne i nieuczciwe – ale mit – uporczywy, przekonujący i nierealistyczny” (s. 7). Miał to powiedzieć John Fitzgerald Kennedy – amerykańska ikona. Te słowa są prawdziwe – popatrzmy, jak zmienia optykę fakt zwycięstwa w wyborach: czarne staje się białe.
Autorka opisuje pracę nad książką i problemy, na jakie się natknęła – ludzką obawę przed zemstą potężnej rodziny (jeden mężczyzna powiedział wprost „Bushowie to bandziory” – s. 18), czy nawet wycofywanie się z umówionych spotkań po telefonie z Białego Domu (s. 20-21).
Podobnie, jak ludzie rządzący dziś Polską, Bush jest skryty i drażliwy. „Potrafi narzekać nawet na najbardziej zaufanych publicystów” (jak np. na Schweitzerów – s. 21).
Podobnie też jak w przypadku Polski ta skrytość i drażliwość prowokuje do grzebania w biografii. Jest to uzasadnione – bo jest to biografia człowieka, który trzyma palec na „wielkim czerwonym guziku”…
Autorka dobiera się do rodzinnych szkieletów w szafie – głęboko ukrytych rozwodów, zdrad, narkotyków (tu np. sam „Junior”, jak nazywa go Kelley…); zostawmy szkielety (ciekawskich odsyłam do książki!), skoncentrujmy się na biografii politycznej Bushów, w tym, co dla nas dziś ważniejsze, obecnego prezydenta USA, George’a Juniora. Pamiętajmy, że „kraj się zmienia powolutku przez samo patrzenie na tych ludzi, których podziwiamy” (s. 25). Ameryka Reagana, Ameryka Clintona, Ameryka Busha Juniora – to inne kraje. Osobowość przywódców (jeżeli ich podziwiamy) lub idoli (kiedy przywódcy są nudni) wyznacza klimat kraju. Odpowiedź na pytanie, kim jest Bush, jest zbliżeniem się do odpowiedzi o przyszłość Stanów Zjednoczonych i świata.
Kim są Bushowie? Dziadek – senator, ojciec – prezydent, syn – prezydent, inny syn – gubernator, itd. Czyżby powrót tradycji feudalnych w amerykańskim wydaniu? – Jaki powrót? To, w zawoalowanej mniej lub bardziej formie, istnieje od dawna… Pamiętamy wszyscy sygnał wieczorny, który zastąpił gongi Dziennika Telewizyjnego – to muzyczny zwiastun serialu „Dynastia”. W istocie, to mogłaby być opowieść o Bushach. Ich ojciec, prezydent po Reaganie (a przed Clintonem) – jedna kadencja 1988-1992, przeniósł się z Nowej Anglii do Teksasu o swojsko brzmiącej nazwie… Odessa, gdzie rozpoczęła się jego nafciarska kariera. Kelley dekonstruuje autobiografię starszego Busha, wyciągając nieścisłości – w tym największą, że doszedł do wszystkiego od zera (ulubiony amerykański sen: tak naprawdę czekały na niego stanowiska w zarządach istniejących, bogatych firm, pisze Kelley). Czy to jednak nas, wyborców, może zaskoczyć? Rządzący przyzwyczajają nas do hipokryzji.
Kelley rozprawia się z wojennym bohaterstwem Bushów – zarówno starszego, który miał rozbić wiele bombowców i zdaniem niektórych być przyczyną śmierć swojej załogi (sam zaś w kampaniach wyborczych podkreślał, co typowe dla konserwatystów, przywiązanie do ojczyzny), jak też młodszego, dla którego rodzina uzyskała bezpieczne stanowisko, by uchronić go przed wojną w Wietnamie.
Takie historie zawsze denerwują. Denerwują uczciwych ludzi – ale w Ameryce te punkty w biografii są jeszcze ważniejsze, niż „walka z komunizmem” w biografiach wielu polskich politykierów… kombatanctwo, które ma zatuszować brak kompetencji.
Kelley opisuje wiceprezydenturę Busha Seniora jako dążenie do pełni władzy; nie szczędzi cierpkich słów żonie Busha, Barbarze, opisując ją jako intrygantkę i hipokrytkę o „pamięci słonia” (słoń to symbol Partii Republikańskiej). Ważne miejsce w tym dążeniu do władzy miał syn, Bush Junior.
Autorka przeplata opisy politycznych podbojów Bushów scenkami z ich życia osobistego, cierpko je kwitując: „Palenie marihuany nie było wielkim grzechem – zwłaszcza pod koniec lat sześćdziesiątych – ale niezbyt pasowało do purytańskiego obrazu, jaki Bushowie teraz prezentowali wyborcom.” (s. 546). To podporządkowanie się publicznemu image wymaga ceny – właśnie takich demistyfikujących książek (ciekawe, kiedy podobne biografie pojawią się o polskich politykach?).
Czytamy ze zgrozą o problemach Busha Juniora z alkoholem – i o sposobach radzenia sobie z pamięcią tej przeszłości wśród znajomych Czujemy się nieswojo, analizując małżeństwo prezydenta USA… a jednocześnie z zimną satysfakcją punktujemy kłamstwa i hipokryzję (dlaczego język polityków nie może być Herbertowskim „tak-tak, nie-nie”, dlaczego zawsze jest „ale”?) – „Jeśli pytał mnie pan, czy zażywałem narkotyki w ciągu ostatnich siedmiu lat – powiedział [Bush Junior] to moja odpowiedź brzmi ‘nie’” (s. 549).
Scenki rodzajowe autorka maluje nadzwyczaj barwnie, ale jednocześnie są one dość freudowskie. „Bush 41 [autorka nazywa tak Seniora, 41. prezydenta USA] był tak podniecony, gdy wreszcie został prezydentem, że przez wiele tygodni po inauguracji witał turystów przy bramie Białego Domu. Służba z rezydencji z przyjemnością wspomina, jak podskakiwał niczym przyjazny labrador (sic!) […] Natomiast jego mnie towarzyski syn przypominał raczej corgi, małego hałaśliwego pieska kąsającego w kostki […]” (s. 584, wyboldowanie moje].
Zwróćmy uwagę na język! Widzimy wrogość autorki, przejawiającą się w dobranych epitetach (mieszających interpretację z „twardymi” faktami), ale także w porównaniu Bushów do psów (to porównanie nie zawsze musi być wstydliwe, ale w tym przypadku sprawia na mnie takie wrażenie).
Najbardziej zapadł mi pamięć z tej książki fragment o 11 września 2001 r. Autorka opisuje spadającą popularność Busha, by zestawić to z późniejszymi działaniami prezydenta. „Wskaźnik popularności Busha spadł poniżej pięćdziesięciu procent, ponieważ większość Amerykanów uznała, że nie radzi sobie na stanowisku prezydenta.
W tym momencie otworzyły się bramy piekła.
Jedenastego września […] w chwili pierwszego ataku prezydent siedział na niskim, drewnianym taborecie […] na dowód swego zaangażowania w sprawy edukacji odwiedzał szkoły i czytał siedmiolatkom. To właśnie robił, gdy jego szef personelu, Andrew Card szepnął mu do ucha, że Stany Zjednoczone zostały zaatakowane. Prezydent jeszcze przez siedem minut czytał dzieciom książkę Moja ulubiona kózka i pozował do zdjęć […]" (s. 589).
Zanim potępimy Busha zastanówmy się chwilę. Skąd autorka wie, co szef personelu szepnął prezydentowi?... Poza tym – pamiętamy może nasze reakcje polskim popołudniem 11 września – czy ktoś już wówczas wiedział, że „Stany Zjednoczone zostały zaatakowane”? – Podejrzewano błąd pilota, dopiero po uderzeniu drugiego samolotu dopuszczano inne myśli… Nie ulegajmy mieszaniu komentarza z faktami! Fakty brzmiały: prezydent siedział i czytał bajki, nie przerwał czytania.
Kiedy tak sobie „odsiejemy” tę książkę – tak, jak ten fragment – będzie ona dla nas ważnym źródłem. Co nie znaczy – nieomylnym. Ale, mimo wszystko – istotnym.
--
Kitty Kelley, Rodzina, „Świat Książki”, Warszawa 2006.
Możesz kupić w księgarni: Lideria Możesz kupić w wydawnictwie: "Świat Książki"
|