Waldemar "Major" Fydrych, Pierwszy Krasnoludek RP. Czy to nie brzmi dumnie? Do dziś pozostaje inspiracją, wprowadzając zupełnie inny dyskurs w świat demokracji pogrążonej w chaosie afer, lustrujących i lustrowanych. "Major" poddał lustracji swoje życie. Wyszło z tego dzieło, będące zbeletryzowanym i biologiczno-psychologicznym spojrzeniem na swoją biografię na styku dwóch kultur i dwóch tysiącleci...
Nie wiem, czy rozumiem tę książkę. Jest ciężka, wbrew pozorom łatwości. Nie wydaje się powieścią, a rodzajem oczyszczenia. Można ją odbierać jako niemal obsesyjnie cielesną - a można odwoływać się do starych pism o Pantagruelu. Nie jest jasny ciężki styl, pisany jak wypracowanie - nie wiem, czy takie było założenie, sucha relacja, ubarwiana opisami - czy może to niedopracowanie.
Barwne opisy, niewątpliwie. Życie paryskie i warszawskie. Trudne podejście do świata - traktowanie niemal wszystkiego osobiście... Zagadkowe, nietypowe.
Książka nie odpowiedziała mi na moje wątpliwości. Na moje pytania. Jaki sens mają poglądy, jeżeli rządzący są zmieniani przez sam fakt rządzenia. Czy krasnoludki coś zmienią? - To pytanie nie powinno być skierowane do tej książki. Miałem jednak nadzieję, że znajdę w tej książce Majora-Emigranta odpowiedź na pytania studentów. Ludzi, którzy opuszczają ten kraj, ponieważ on ich nie chce. Co można im powiedzieć, jak można im pomóc i co można zrobić.
Nie wiem, może znajdziecie taką odpowiedź. Ja przeczytałem książkę, w której czułem się jak podglądacz. Dość dziwne uczucie. Książkę, która pozostawiła mnie - zdziwionego. Nie wiem, co miało być jej rezultatem - czy tylko oczyszczenie, pragnienie spowiedzi? Pod tym względem jest bardzo odważna. Co jest jednak jej celem strategicznym? Nie wiem, ale może ktoś z Was wie?
Możesz kupić w sklepie wysyłkowym "Pomarańczowej Alternatywy"
|