|
 Kto z nas w dzieciństwie nie patrzył na gwiazdy? Jeżeli dziś patrzymy, to raczej w podłogę w miejskim autobusie… Podnieśmy wzrok ponad zgiełk politycznego jazgotu, wyłączmy sobie w uszach reklamy w przerwach telenoweli – sięgnijmy gwiazd! Przynajmniej odnówmy w sobie to dziecko, które marzyło dawniej o kosmosie, gdzie wszystko jest czarne i białe, a szarość nie dosięga.
Wydawnictwo „Prószyński i S-ka” wydało właśnie książkę, która może przywrócić w nas te emocje – syntetyczną biografię człowieka, który sprawiał, że Stany Zjednoczone wpadały w kompleksy wobec Związku Radzieckiego: niegdyś anonimowego „Wielkiego Konstruktora”, znanego dziś jako Siergiej Korolow, projektant radzieckich rakiet, a także m. in. pierwszego Sputnika (1957 r.).
Możesz kupić w księgarni: Lideria
Możesz kupić w wydawnictwie: Prószyński i S-ka
{modulebot:175}
„Podjechał czarny ził 110 i wysiadł z niego barczysty mężczyzna w granatowym płaszczu. Spod ronda jego granatowego kapelusza przeszywająco spoglądały czarne oczy. Chcąc rozejrzeć się wokoło, nie obrócił jedynie głowy, lecz obrócił się cały. Gdy nas dostrzegł, jego oczy ożywiły się.” (s. 172).
Anonimowy radziecki Główny Konstruktor…
Kto z nas w dzieciństwie nie patrzył na gwiazdy? Jeżeli dziś patrzymy, to raczej w podłogę w miejskim autobusie… Podnieśmy wzrok ponad zgiełk politycznego jazgotu, wyłączmy sobie w uszach reklamy w przerwach telenoweli – sięgnijmy gwiazd! Przynajmniej odnówmy w sobie to dziecko, które marzyło dawniej o kosmosie, gdzie wszystko jest czarne i białe, a szarość nie dosięga.
Wydawnictwo „Prószyński i S-ka” wydało właśnie książkę, która może przywrócić w nas te emocje – syntetyczną biografię człowieka, który sprawiał, że Stany Zjednoczone wpadały w kompleksy wobec Związku Radzieckiego: niegdyś anonimowego „Wielkiego Konstruktora”, znanego dziś jako Siergiej Korolow, projektant radzieckich rakiet, a także m. in. pierwszego Sputnika (1957 r.).
To biografia bardzo ciekawa z uwagi na sposób pisania (nie toczy się tylko chronologicznie – większość rozdziałów to syntezy, np. Korolow a partia, Korolow a konkurenci, itd.), jak też z uwagi na autora – James Harford to jeden z tłumu dawnych współzawodników Korolowa w kosmicznym wyścigu. Czytając ją natkniemy się na całe mnóstwo szczegółów, które zupełnie zmieniają nasz obraz ówczesnego wyścigu.
Znamy z historii choćby obraz paniki, jaką wzbudziła w Stanach Zjednoczonych początkowa radziecka przewaga w kosmosie (tu konieczne uwagi marginesowe: Harford, co typowe dla Amerykanów, uparcie nazywa Związek Radziecki Rosją – a jego mieszkańców Rosjanami… a sam Korolow pochodził przecież z Ukrainy, wielu innych bohaterów książki zapewne dziś nie byłoby obywatelami Rosji… warto w przyszłości, aby wydawca korygował tego rodzaju nieścisłości… Podobnie – koniecznie w przyszłości trzeba ujednolicić pisownię imion – kiedy ktoś raz pisze Grigorij a na tej samej stronie Mikołaj, zamiast Nikołaj, to mamy poważny błąd! – np. s. 71).
Amerykańska panika była spowodowana utratą prymatu w dziedzinie badań kosmicznych – to Związek Radziecki wystrzelił pierwszego satelitę, pierwszego kosmonautę (choć są badacze, którzy kwestionują pierwszeństwo Gagarina), pierwszą kobietę (Tiereszkowa), a wreszcie – pierwsze wyjście ze statku kosmicznego w otwartą przestrzeń kosmiczną (Leonow). Ta panika oraz bieżące kłopoty polityczne (fiasko lądowania w Zatoce Świń na Kubie) sprowokowały Kennedy’ego do proklamowania jako oficjalnego celu USA lądowania na Księżycu do końca lat 60. XX wieku. Amerykańskie odczucia w tym czasie trafnie wydaje się oddawać tytuł jednego z rozdziałów książki Harforda – „Gagarin pierwszy, Shephard mało spektakularnie drugi” (w istocie, kto poza hobbystami, zna Alana Sheparda, pierwszego Amerykanina w kosmosie, mimo jego osiągnięć? Wszyscy pamiętają psa Łajkę i kosmonautę Gagarina…).
Amerykanie obawiali się przegranej w wyścigu… w którym, co ujawnia książka Harforda, Związek Radziecki nie uczestniczył (lub uczestniczył tylko pro forma)!
Harford pokazuje bowiem, że w ZSRR nie było, wbrew pozorom, jednego celu, do którego dążyłyby radzieckie rakiety. Amerykanie koncentrowali się na programie Apollo, a w ZSRR wskazywano zbyt wiele celów. Metą dla ZSRR nie był Księżyc!
Wynikało to z wielu czynników, ważniejszymi spośród nich, zdaniem Harforda, były: nieufność czy nawet paranoja partii, rządzącej w ZSRR (prowadziło to do rozdrobnienia środków przez dublowanie prac wśród kilku zespołów – czasem nawet o tym nie wiedzących! Nie działało więc prawo konkurencji, a wyłącznie „zabezpieczanie” przed „sabotażem”…); wiara w stałą przewagę nad Amerykanami (nieuzasadniona wiara, wynikająca z ideologii oraz charakteru rządu, w którym jedna siła polityczna ma monopol na władzę, co prowadzi, w miarę upływu czasu, do coraz większego samookłamywania się); mnożenie zadań przy pozbawianiu środków (na zasadzie „skoro jesteście tacy dobrzy, to zrobicie więcej za mniej”).
Te czynniki miały wpływ na konkretne rozwiązania techniczne. O ile Amerykanie, mimo swojej wiary w gospodarkę opartą na wolnej konkurencji, wszystkie środki skumulowali w jednym projekcie, mającym osiągnąć Księżyc – i, mimo tego, zmagali się z wielką ilością problemów – to Związek Radziecki sam problemy sobie stwarzał, nie tylko nie kumulując środków w jednym zespole, ale rozbijając je; dodatkowo zaś zlecając „w przerwach” mnóstwo innych zadań.
Prześledźmy to na przykładzie jednego z ważniejszych elementów lotu na Księżyc.
Amerykanie konstruowali rakietę, która miała tylko jeden (i aż jeden) cel – dowieźć astronautów na Księżyc. Znamy tę rakietę – to Saturn V. Sprawdziła się w działaniu. Amerykanie nie używali jej do innych celów. To było narzędzie do konkretnego działania.
W Związku Radzieckim natomiast przed konstruktorami postawiono zadanie, które okazało się niemożliwe do wykonania – stworzenia rakiety, która nie tylko miała wykonać lot księżycowy, ale także wynosić na orbitę satelity, być elementem rakiety międzyplanetarnej, czy wreszcie pociskiem balistycznym zdolnym do uderzenia w Stany Zjednoczone (ICBM). Ta rakieta to N-1/L-3. Słyszeliśmy o niej? Nie? No właśnie – nie osiągnęła żadnego z zakładanych celów. Było ich zbyt wiele, wymagały różnych metod – różnych rakiet. Tymczasem chciano stworzyć super-rakietę. Nie stworzono żadnej, która dobrze by działała. (Owszem, po drodze wybudowano całkiem wiele innych pożytecznych narzędzi, choćby silniki rakietowe, które do dziś w rakietach typu Proton potrafią wynieść w przestrzeń kosmiczną najcięższe ładunki; Związek Radziecki jednak nie wysłał człowieka na Księżyc; Amerykanie wysłali kilkakrotnie).
Harford przedstawia nam nieznane szczegóły radziecko – amerykańskiej rywalizacji w kosmosie. To z jego książki dowiemy się, że początkowo wystrzelenie pierwszego satelity nie było przez Związek Radziecki wykorzystane propagandowo (mała notka w podstawowej gazecie ZSRR, przewrotnie mającej za tytuł słowo „Prawda”); to dopiero szok, jaki wywołała ta wiadomość w Ameryce i wielkie tytuły w prasie amerykańskiej spowodowały propagandowy sukces ZSRR!
Nie jest to „tylko” biografia jednego człowieka – Korolowa – a pasjonująca historyczno-techniczna synteza rywalizacji w kosmosie, przeprowadzona wzdłuż biografii Korolowa… O samym Głównym Konstruktorze dowiemy się równie wiele. Będzie nas fascynować ludzka psychika – jak to się działo w Związku Radzieckim, że więzieni przez Stalina inżynierowie pracowali z całych sił na rzecz państwa, które ich uwięziło; Korolow był więziony przez całą wojnę. Autorowi udała się rzecz niezwykła – pokazał nam swoją wizję osobowości Korolowa, tak plastycznie odmalował jego postać, że staje nam przed oczami, jak żywa…
Po skończeniu tej książki możemy mieć ochotę na podróż w kierunku najbliższego kosmodromu. Dzięki książce zaś wiemy, że Bajkonur to nie był wcale Bajkonur (kosmodrom o tej nazwie znajdował się kilkaset kilometrów dalej – paranoiczna potrzeba zmylenia przeciwnika!). Wiemy też, że rakietowa przewaga ZSRR nad USA w czasach Kennedy’ego była iluzoryczna do tego stopnia, iż podczas kryzysu kubańskiego zamierzano użyć rakiety, przeznaczonej do misji na Marsa, jako pocisku balistycznego przeciwko Stanom Zjednoczonym!
Fascynująca książka. Polecam szczerze wszystkim, którzy kiedykolwiek chcieli polecieć w kosmos.
-- James Harford, Siergiej Korolow. O krok od zwycięstwa w wyścigu na Księżyc, „Prószyński i S-ka”, Warszawa 2006.
Możesz kupić w księgarni: Lideria
Możesz kupić w wydawnictwie: Prószyński i S-ka
|