Czy wiecie, jakie jest największe hinduskie miasto świata?... Mumbai, Kalkuta, a może... może Londyn?
Nie, jeszcze nie, choć w tym największym mieście Europy współczesnej kilkadziesiąt procent mieszkańców to ludzie pochodzący z subkontynentu indyjskiego, podzielonego dziś na Pakistan i Indie!
W okolicach lotniska Heathrow toczy się właśnie akcja książki, którą chcę Państwu zarekomendować.
Londyn. Młodzi bandyci. Kobieta. Tło na książkę, która wydaje się tak łatwa, że można ją tą łatwością zniszczyć. Na szczęście tak się nie dzieje. Gautam Malkani radzi sobie z tematem doskonale. Nie wiem, czy w oryginale jest tak charakterystycznie piękny drapieżny styl - w każdym razie tłumacz tej książce na pewno nie zaszkodził... Wybuchowa mieszanka etno i uniwersalizmu w otoczce współczesności wspaniale wydana w klasyczny sposób przez wydawnictwo W.A.B.
Dodaj do koszyka: Lideria.pl
Możesz też kupić bezpośrednio w wydawnictwie: W.A.B.
Malkani to jest ta sama czasoprzestrzeń, co Zadie Smith. Inna przestrzeń, ale czas podobny do nas, trzydziestoletnich. Egzotyka nie jest tutaj pretekstem do uwiedzenia czytelnika kolejną obietnicą super-hiper-bestsellera. Do po prostu dobra, mięsista proza. Której nie polecam czytać na głos dzieciom, a w ogóle najlepiej schować w miejsce, w którym znajduje się brandy i broń palna. To dobro zastrzeżone...
Podobnie jak Samira Ahmed, miss dzielnicy. Niedostępna, ponieważ wyznaje islam. A przynajmniej jej rodzina islam wyznaje. Ponieważ pochodzi z rodziny obcych, Harjit (a raczej HARDjit) obiłby Jasa. A raczej Jasona.. Ale nie zdradzajmy jego szczegółowych personaliów, bo wówczas zakatrupimy u wyloty fabuły całą niespodziankę.
Jas, bohater książki, były omal-że-prymus, chce zintegrować się z otoczeniem i wpada w otoczenie hinduskich (mówi się: deszyckich) ziomali. Ludzi, którzy porozumiewają się komunikatami dość nam znanymi, choć z nietypowym zakończeniem: Kiddan, człowieku, jak leci stary? ... Słuchaj, koleś, właśnie wyjeżdżamy ze szkoły, nie... Jakiś białas nam pyskował... [...] Dobra, w porzo [...] W porzo, bracie. Nara." Opuszczenia zostały wprowadzone z uwagi na język, wyjątkowo barwny (i dość zabawny w pewnych zestawieniach, zapewne specjalnie).
Londoni-stan, czyli Pakistan w Londynie. A jednak niewiele tu egzotyki, to ponadkulturowe problemy. Czy raczej - multikulturowe. A przy tym podane nie w "drętwy" sposób, bez ideologii (postać nauczyciela, pana Ashwooda, ideologicznego marksisty, jak sądzę - także zwolennika burmistrza Livingstone'a, została namalowana z dużą dozą sympatii, ale jednocześnie ironicznie!).Ex-bankier z City, Ravi, Davinder - plastyczne postaci, których bałbym się na ulicy.
To się czyta ekspresowo. Niezwykle mocna proza. Z niecierpliwością będę czekał na kolejne teksty Malkaniego.
|