wydawca
ISSN 1896-2548  

Menu główne
Start
Materiały dydaktyczne
Patronat medialny
Recenzje
Tagi

 

 

Być jak Pan Kleks... PDF Drukuj Email
Teksty - Recenzje
Wpisany przez Anna Smorul   
sobota, 11 marca 2006 19:31

    Teoretycznie wszyscy wiemy, jak ważna jest książka w rozwoju nawet najmniejszego dziecka. Jak świat przedstawiony przenika w świat wyobraźni naszych maluchów, jak pomaga im uporać się z lękami, oswoić strachy, czy odpowiedzieć na nurtujące je pytania. Ale już chyba nie każdy z nas zdaje sobie sprawę z tego, że pierwsze słowa dziecka – najczęściej powtórzona ta sama sylaba („ma-ma”, „ta-ta”, „ba-ba”) – to już literatura. Zasłyszana przez maleństwo, ale także przez nie tworzona! Bo czymże innym są te powtórzone sylaby, jak nie jakimś pierwotnym, charakterystycznym dla poezji, rymem i rytmem? Pierwszymi „książkami”, „czytanymi” dziecku często jeszcze przed jego narodzeniem, są także kołysanki ze swoją melodyjnością, rytmicznością, refreniczną powtarzalnością. Już one kształtują słuch literacki dziecka, jego wyobraźnię i wrażliwość. Warto o tym pamiętać.

    Teoretycznie wszyscy wiemy, jak ważna jest książka w rozwoju nawet najmniejszego dziecka. Jak świat przedstawiony przenika w świat wyobraźni naszych maluchów, jak pomaga im uporać się z lękami, oswoić strachy, czy odpowiedzieć na nurtujące je pytania. Ale już chyba nie każdy z nas zdaje sobie sprawę z tego, że pierwsze słowa dziecka – najczęściej powtórzona ta sama sylaba („ma-ma”, „ta-ta”, „ba-ba”) – to już literatura. Zasłyszana przez maleństwo, ale także przez nie tworzona! Bo czymże innym są te powtórzone sylaby, jak nie jakimś pierwotnym, charakterystycznym dla poezji, rymem i rytmem? Pierwszymi „książkami”, „czytanymi” dziecku często jeszcze przed jego narodzeniem, są także kołysanki ze swoją melodyjnością, rytmicznością, refreniczną powtarzalnością. Już one kształtują słuch literacki dziecka, jego wyobraźnię i wrażliwość. Warto o tym pamiętać.

    Na tę i inne rzeczy zwraca uwagę Alicja Baluch, autorka rozprawy Książka jest światem. O literaturze dla dzieci małych oraz dla dzieci starszych i nastolatków. Książka podzielona jest wyraźnie na dwie części: pierwsza o literaturze dla najmłodszych ma chyba najwięcej cech „poradnika” (choć nie jest nim z założenia, pomaga jednak uświadomić sobie pewne rzeczy i wykorzystać, czy to jako matka, przedszkolanka, bibliotekarz, czy nauczyciel nauczania początkowego), część druga (poświęcona literaturze młodzieżowej, która w wielu przypadkach jest już po prostu literaturą dla dorosłych czytaną także przez młodzież), to już raczej analiza charakterystycznych nurtów występujących w tej literaturze, czy konkretnych tytułów. Analiza z konieczności powierzchowna, bo trudno ogarnąć tak szeroki temat w książce liczącej zaledwie 140 stron (plus bibliografia). Autorka raczej sygnalizuje pewne zjawiska, pozostawiając ich pogłębianie czytelnikom. Książka jest zatem nie tyle wyczerpującym studium na wybrany temat (bo na to potrzeba znacznie pokaźniejszego dzieła), co impulsem do własnych rozmyślań. Dlatego też – choć autorka jest naukowcem-literaturoznawcą – mało tu ściśle teoretycznoliterackich terminów (trudno nazwać takim termin „bajeczka”), a styl jest raczej eseistyczny, choć poprzedzony badaniami jak najbardziej naukowymi.

    Ważne, że – przynajmniej moim zdaniem – autorce udaje się udowodnić postawioną w tytule tezę: KSIĄŻKA JEST ŚWIATEM. A może nawet ŚWIAT JEST KSIĄŻKĄ, bo to się tu wzajemnie przenika, jedno tworzy drugie... Małe dziecko z książek uczy się świata, a podczas zabawy samo tworzy ten świat. Świat wyobraźni, z którego wyłania się świat rzeczywisty. Świat wyobraźni, który świat rzeczywisty oswaja, pomaga poznać, zrozumieć, zaakceptować. Nawet w jego nieprzyjemnym wymiarze. Dlatego potrzebny jest i zły wilk, i okrutny smok – dziecko musi wiedzieć, że w życiu jest też cierpienie, zagrożenie i zło. Ale musi się także przekonać, że nawet mały człowiek potrafi ze złem zwyciężyć, opanować je.

    Dlatego tak ważna jest wspólna lektura z rodzicami. Bo nie wystarczy, by dziecko zapoznało się z treścią książki. Ważne jest także to, co temu towarzyszy. A zatem poczucie bliskości z rodzicami, którzy w przytulnej atmosferze teatralnie odczytują fascynujące opowieści, czy wiersze, jak również rozmowa na temat lektury. I nie chodzi o zwykłe wyjaśnianie niezrozumiałych słów, bo od tego znacznie ważniejsze jest wytłumaczenie dziecku, co/kto w świecie przedstawionym reprezentuje zło, co dobro, czemu ktoś postąpił tak, a nie inaczej, co nim kierowało, w odpowiednim czasie warto wraz z dzieckiem ocenić prezentowane w literaturze postawy moralne, dyskutować o tym (na poziomie dziecka oczywiście). Wprawdzie Alicja Baluch nie pisze tego wprost, ale taki wniosek zdaje się także wypływać z jej książki: czytajmy dzieciom nawet wówczas, gdy już nauczymy je samodzielnego czytania. Oprócz samodzielnej lektury niech im będzie przyznane prawo do lektury wspólnej, połączonej z zabawą (na przykład w teatr, który też może mieć swój początek w przeczytanej wspólnie książce). Bądźmy dla naszych dzieci troszkę takim Panem Kleksem, o którym Anna Baluch pisze tak:

 

    Realizuje on postać homo magicus, czyli człowieka wtajemniczonego, który może i powinien być przewodnikiem. Ma tęczową czuprynę i czarną brodę, pomarańczowe brwi i binokle w kształcie roweru, nos raz w lewo, a raz w prawo, oraz niekończącą się liczbę kieszeni, a przede wszystkim piegi. Umie fruwać, jeździć po poręczy w górę i w dół, ma pompkę powiększającą jedzenie przyrządzane z farb i ma swoje sekrety. Raz jest mały, a raz duży.

    O takim opiekunie-przyjacielu i o takiej szkole marzą wszystkie dzieci. A czy my – ludzie dorośli – choć trochę jesteśmy podobni do Pana Kleksa? Jeśli nie – to szkoda...

 

    Jedna rzecz w książce niepokoi. Autorka w kilku miejscach podaje tytuły zalecanych lektur realizujących problem, o którym wcześniej opowiedziała. I tu uderza, że po Kornelu Makuszyńskim (którego oczywiście warto podsuwać dzieciom i dzisiaj, temu nie śmiem zaprzeczyć), właściwie niewiele się w literaturze polskiej wydarzyło. Zalecane tytuły są mocno – delikatnie mówiąc – „klasyczne”. Oczywiście do klasyki zawsze warto wracać, szkoda tylko, że tak trudno ją uzupełnić jakimiś nowszymi pozycjami. Bo poza Anną Onichimowską, czy Grzegorzem Kasdepke (ten ostatni moim zdaniem rzeczywiście wprowadza nieco ożywienia w najnowszą literaturę dla dzieci w Polsce), a także nieśmiertelną Małgorzatą Musierowicz, są tylko „zagraniczni” Joanne Rowling i Michael Ende. To niewiele, jak na zapotrzebowania dziecka i nastolatka. Ale tutaj pozostaje nam tylko zaapelować do pisarzy... Bo o ile w literaturze obcej pewnie odnaleźlibyśmy więcej godnych polecenia przykładów, to w naszej rodzimej chyba rzeczywiście ciągle za mało się dzieje. Na szczęście słynny Harry Potter najwyraźniej zapoczątkował „modę” na czytanie książek (a więc dał impuls pisarzom do ich tworzenia), więc możemy mieć nadzieję, iż to spowoduje zmiany także u nas.

    Aha, i jeszcze jedna uwaga, tym razem do wydawcy: książka Neila Gaimana ma tytuł „Koralina”, nie „Korolina” (s. 127), ale to z pewnością tylko literówka...

Anna Smorul

 

Możesz kupić tę książkę w księgarni: Lideria

Możesz kupić tę książkę bezpośrednio w wydawnictwie: Universitas

Poprawiony: sobota, 24 lutego 2007 19:57
 
Nowości
Najczęściej czytane


(C) 2006-2007 wydawca.org
All rights reserved.
Teksty publikowane w serwisie wydawca.org naleza do autorow - ich przedruk jest mozliwy,
ale wylacznie z podaniem zrodla w formie "Pierwodruk: www.wydawca.org".

Wiecej o prawach autorskich.

Hosting by OVH