Pękanie Europy.
Z notatek byłego doradcy premiera Wielkiej Brytanii
Pisanie o polityce europejskiej przypomina chodzenie po śniegu. Niby idziesz, ruszasz się – a stoisz w miejscu. Czy jest jakiś porządek – kierunek, w którym idzie polityka europejska?
Niedawno dorastałem, jeszcze pamiętam entuzjazm lata 1989 – Europa wydawała się tak nieosiągalna, zapatrzona w siebie, my, ubodzy krewni ze słomą w butach. Teraz jesteśmy w klubie. I zaczynamy się zachowywać rzeczywiście tak, jakby był nasz: nie stawać na paluszkach, dziękując za cokolwiek.
Nie popadajmy jednak w samozachwyt nad nasza emancypacją. W interesie Polski leży SILNA Unia Europejska (panie i panowie z partii skrajnych: posłuchajcie!). Nie należę do euroentuzjastów, poprawność polityczna mnie śmieszy – ale populizm mnie drażni.
„Europa ojczyzn” a „Unia” są sztuczną alternatywą, co pokazał niedawno Timothy Garton Ash (w eseju Kryzys naszych czasów). Jeśli same świata dziś nie zwojują Niemcy (trzecia czy czwarta potęga gospodarcza świata) – to tym bardziej nie zrobi tego Polska. Dobrze, że uczymy się polityki europejskiej, czyli sztuki dobrego kompromisu, ponieważ trzeba wzmacniać pozycję Polski w ramach UE – które z klubu powinno stawać się wspólnotą, prowadząc wspólną (premierowi Marcinkiewiczowi pewnie bardziej spodobało się słowo solidarną) politykę OBRONNĄ i ZAGRANICZNĄ, finansowaną ze wspólnego budżetu (bez budżetu trudno działać).
Tak twierdzi były doradca premiera Wielkiej Brytanii. Właśnie ukazała się ciekawa – pobudzająca do twórczej i jak najbardziej praktycznej dyskusji – książka Roberta Coopera. Autor zawarł w niej trzy eseje, w ostatnim, najważniejszym, sumując swoje tezy. Podstawową kwestią dla byłego brytyjskiego dyplomaty jest związek między Europą i Stanami Zjednoczonymi. Uważa on, że Ameryka i Europa nie zawsze będą miały zbieżne interesy strategiczne (kwestie stosunku do wojny w Iraku, czy wcześniejsze ruchy pokojowe z lat osiemdziesiątych dotyczyły raczej taktyki, nie ogólnego kierunku działań). Tymczasem – co przypomina Cooper – Europa do dziś chowa się za amerykańskim mieczem. Woli negocjować, bo sama nie ma środków do walki. (A raczej – ma ich zbyt wiele, najróżniejszych; ma wiele armii, za małych. Tutaj, jak powiada Cooper, całość nie jest sumą części.. wspólna armia nie byłaby większa, ale mogłaby być tańsza i – zasada ergonomii – bardziej wydajna: „duplikowanie, osobne establishmenty wojskowe i brak interoperacyjności oznaczają, że całość jest dużo mniejsza od części”).
W tym kontekście ważna wydaje się – szczególnie dla Polski – sprawa tarczy antyrakietowej. Nie zakłada to braku zgody na tarczę, być może wręcz przeciwnie – ale sama sprawa powinna być przedmiotem wypracowania wspólnej polityki europejskiej.
Dyplomata chłodno zestawia dwie liczby – „czterysta pięćdziesiąt milionów Europejczyków […] dwieście pięćdziesiąt milionów Amerykanów”. A przecież nie ma nic takiego jak darmowa obrona, powiada Brytyjczyk.
Warto, żeby nasi politycy pamiętali o rzeczy podstawowej – solidarność europejska nie polega tylko na wspólnym dzieleniu tortu (choć miło mieć większy kawałek), ale także – na wspólnym jego pieczeniu i obronie. Dobrze, że nie sprawdzają się obawy dotyczące obecnych rządzących, którzy – jak się zdaje – szybko się uczą polityki europejskiej (w której zasadą jest dochodzenie do consensusu – „osoby […] mogą się zgadzać lub nie […] lubić się lub nie [ale] pracują razem, razem zawierają różne układy w szerokim i wspaniałym zakresie zagadnień – od warunków, w jakich hodowane są kury w brojlerni, do rozmiarów deficytów budżetowych”)
Na marginesie: książka Coopera jest – poza swoją warstwą intelektualną – pobudzającą lekturą, ponieważ przepełnia ją prawdziwie brytyjska ironia (w dobrym znaczeniu tego słowa…)
Deficyt budżetowy pojawia się w tej książce nie bez kozery. Widać, że krąg polityczny Blaire’a (może nie Brytyjczycy w całości) naprawdę miał (może ciągle ma, co widać po ustępstwach) ambicje strukturalnej zmiany Unii… aby nie było to tylko krojenie tortu, a budowa czegoś silniejszego.
Silnej Europy.
Bo dziś tylko mocna Europa sprawi, że pozycja Wielkiej Brytanii, Niemiec, Polski – będzie większa. Osłabianie Europy Wspólną Polityką Rolną obecnym kształcie nie służy Polsce.
Pamiętajmy o tym.
Ten budżet konserwuje stare grzechy. Sam proces negocjacyjny – przynajmniej to, co o nim wiemy – pokazuje jednak gotowość Wielkiej Brytanii do zmian strukturalnych, które są w interesie silnej Unii, a zatem w interesie Polski.
Książka Coopera wydaje mi się bardzo ważna. Nie jest intelektualną błyskotką – to praktyczny notatnik myśli dyplomaty (ciekawe, jak rozrasta się notatka dla premiera Wielkiej Brytanii do przeczytania w święta Bożego Narodzenia). To notatnik do przemyślenia – i, być może, zastosowania.
Czy jednak ktoś z naszych eurodeputowanych przeczyta? Wątpię – bo tę książkę uczciwy czytelnik z trudem skrytykuje do imentu; co niestety eurodeputowani i tygrysy lubią najbardziej.
Łukasz GARBAL
--
Robert Cooper, Pękanie granic. Porządek i chaos w XXI wieku, Media Rodzina, Poznań 2005.
Możesz skomentować ten tekst!