|
Wśród naszych spotkań o Papieżu dominują tony nostalgiczno-pomnikowe. Nadajmy temu jego imię, wygłośmy kolejny manifest cytujący słowa, w których sens nie staramy się wgryźć. Zastanowić się wypada, czy jest to zgodne z intencjami samego bohatera. Cóż po kolejnym pomniku, cóż po martwych słowach - czy chcemy pozostać z nimi jak z zimną rybą w zębach? Latem 1983 roku, kiedy wielu spośród nas nie było jeszcze na świecie, w letniej rezydencji Papieży spotkali sie naukowcy, żeby rozmawiać - o prawdzie. Bo do tego dąży nauka. Nie możemy o tym zapominać.
Wśród naszych spotkań o Papieżu dominują tony nostalgiczno-pomnikowe. Nadajmy temu jego imię, wygłośmy kolejny manifest cytujący słowa, w których sens nie staramy się wgryźć. Zastanowić się wypada, czy jest to zgodne z intencjami samego bohatera. Cóż po kolejnym pomniku, cóż po martwych słowach - czy chcemy pozostać z nimi jak z zimną rybą w zębach?
Latem 1983 roku, kiedy większości dzisiejszych studentów nie było jeszcze na świecie, miało miejsce spotkanie w letniej rezydencji papieży - w Castel Gandolfo. Nie politycy... ponieważ to nie ci politycy, wybuchający frustracją, są najważniejsi. Naukowcy spotkali się, żeby rozmawiać - o prawdzie. Bo do tego dąży nauka. Nie możemy o tym zapominać. Owocem spotkania była książka, którą przedstawia nam "Znak". Wśród autorów znajdziemy fizyków i teologów - filozofów i historyków. Hans-Georg Gadamer, Emmanuel Levinas, ksiądz Józef Tischner, Aleksander Gieysztor, i wielu innych.
Szukają oni odpowiedzi na pytania, które stworzyły naukę: skąd przychodzimy i dlaczego w ogóle idziemy; kim jesteśmy.
By nie pogrążyć się w błocie mdłych rozważań i politycznych małostkowości - objawiających się brakiem krytycznego myślenia i mentalnością kibica - trzeba poddać się rygorowi w porządku naukowym.
Znamy pytanie, które za chwilę padnie: czy humanistyka jest nauką? Kiedy patrzymy na prace magiserskie i doktorskie, na sam porządek studiów, na sposób pracy, żałosną odkrywczość tez doktorskich - wątpimy w naukowość humanistyki.
Science - to w polskim rozumieniu "nauki przyrodnicze". Amerykanie humanistykę ogarniają pojęciem "Arts", które dla niektórych z naszych badaczy bywa nawet obraźliwe - i humanistyka gryzie się we własny ogon, usiłując wprowadzić mityczne "metody Science do humanistyki"... A przecież łatwo rozgraniczyć - upraszczając sprawę do przedmiotu zainteresowania obu wielkich skrzydeł nauki. Przedmiotem badań "Science" (fizyków, astronomów, matematyków, informatyków..) - jest zewnętrzne otoczenie człowieka; humanistyka bada natomiast - samego człowieka. Dylemat Wittgensteina o oku zmieniającym przedmiot obserwacji; paradoks o warunkach obserwacji (kiedy pomiar wpływa na wynik eksperymentu - zasada nieoznaczoności) - to wszystko uzmysławia nam po prostu różne POLA DZIAŁANIA tych dwóch skrzydeł nauki. Nie mogą się one dobrze rozwijać w izolacji. W wielu przypadkach się przeplatają (choćby badania nad sztuczną inteligencją czy lingwistyka).
Humanistyka, rzecz jasna, powinna podlegać prawom naukowym. Nie może być mdłym gadaniem o niczym. Albo jesteśmy uczonymi, albo - krętaczami. Wiele razy jako humanista czułem się nie w porządku - co daje światu polonistyka czy filozofia? Przecież np. fizyka czy medycyna - one to dopiero są użyteczne.. Błąd uproszczenia.
Zastanówmy się bowiem, czy naprawdę kryterium nauki jest użyteczność? Jaki pożytek mamy dzisiaj z fizyki wielkich energii, z astronomii, a nawet z topologii? Praktyczne konsekwencje odkryć odsłaniane są po pokoleniu: nowi naukowcy muszę mieć niejako w "pamięci podręcznej" pewne tezy jako obowiązujące - funkcjonować w paradygmacie (tezy Kuhna są ciągle bardzo przekonujące!).
Zajmijmy się nauką. Niech to nie będzie tylko kariera. Etyka w humanistyce - o, to temat do przemyśleń. Bo o praktykę jest już chyba za trudno. Łukasz Garbal -- Człowiek w nauce współczesnej. Rozmowy w Castel Gandolfo 1983, red. Krzysztof Michalski, "Znak": Kraków 2006. |