Całość jest w zadziwiający sposób spójna. Może to dzięki kunsztownemu stylowi (oraz zastosowaniu misternej formy odwołującej się do hymnów religijnych, których strofy przedzielane są – jak w zbiorze Kuczoka - interludiami), może dzięki charakterystycznym kalamburom („żebry Adama”, „marazm z Rotterdamu”), może z uwagi na konsekwentne podejmowanie tematów egzystencjalnie ważnych, bez zniżania się do poziomu banału... Najpewniej zaś wszystko to jednocześnie w połączeniu z odwagą, wyobraźnią i błyskawicznie rozwijającym się talentem autora.
Widmokrąg Wojciecha Kuczoka jest zbiorem opowiadań filozoficznych (choć na pierwszy rzut oka bardziej może przejawia się ich aspekt psychologiczny), jednakże ich bohaterowie (ani też autor) nie wyjaśniają zagadek bytu - raczej się w nich gubią. Pomiędzy życiem i śmiercią (granica jest tu bardzo płynna, nie zawsze oczywista i wyraźnie zarysowana, sen często jawi się jako stan „pomiędzy”), miłością a nienawiścią, szczęściem a cierpieniem... To także bardzo emocjonalny zbiór: subtelny erotyzm, liryzm, czułość, nostalgia, samotność, miłość, nienawiść, współczucie, obojętność... To bardzo silne doznania (może poza obojętnością) obecne w ekspresyjnych opisach, w znakomitym, indywidualnym stylu Kuczoka. Każde opowiadanie jest odrębną całością i jednocześnie cząstką zbioru, z którym dopiero tworzy pełnię (a może także tylko część uzupełnianą innymi – również tymi jeszcze nie napisanymi – utworami młodego, choć już dojrzałego pisarza) rozważań o podstawowych problemach trapiących ludzką egzystencję. Pierwsze opowiadanie (Żebry Adama) bardzo przypomina dzieła Witolda Gombrowicza w tym „uwiązaniu” jednego człowieka do drugiego, nawet zupełnie obcego, wielkiej niemożności wykonania jakiegokolwiek ruchu przecinającego ciąg czynności absurdalnych, a jednak w swym absurdzie jakoś logicznych (skojarzenie z Kosmosem Gombrowicza jest tu dość oczywiste). I zaraz po tym groteskowym w swej irracjonalności opowiadaniu czytamy pełne zmysłowości i poezji „interludium”. Większość opowiadań podejmuje temat miłości: jedne w stylu niemal folklorystycznym (który tworzy nie tylko zastosowana gwara, ale też ludowa barwność opowieści), inne wzniosłym i pełnym magnetyzującego liryzmu (najdojrzalsze chyba w całym zbiorze opowiadanie Widmokrąg – które nieprzypadkowo dało tytuł całości), a jeszcze inne pokazują miłość wypaloną, przerodzoną w nienawiść – te są brutalnie realistyczne (choć też nie do końca: zabity bohater-narrator nie przestaje snuć swojej opowieści). A jednak całość jest w zadziwiający sposób spójna. Może to dzięki kunsztownemu stylowi (oraz zastosowaniu misternej formy odwołującej się do hymnów religijnych, których strofy przedzielane są – jak w zbiorze Kuczoka - interludiami), może dzięki charakterystycznym kalamburom („żebry Adama”, „marazm z Rotterdamu”), może z uwagi na konsekwentne podejmowanie tematów egzystencjalnie ważnych, bez zniżania się do poziomu banału... Najpewniej zaś wszystko to jednocześnie w połączeniu z odwagą, wyobraźnią i błyskawicznie rozwijającym się talentem autora. ANS Możesz kupić tę książkę w księgarni: Lideria Możesz kupić bezpośrednio w wydawnictwie: W.A.B. |